Obydwie z Netoperkiem dziękujemy za to, że czytacie te nasze wypociny ^^
To z kolei One Shot znów EXO lecz tym razem Kaisoo ^^
Enjoy ~
---------------------------------------------------------------------------------
- Zostaw mnie! Nie rozumiesz?! - wrzasnął przestraszony Kyungsoo. - Nie chcę! Nie chcę!
Demon podszedł bliżej dotykając palcem delikatniej linii szczęki chłopaka.
- Przestań! - łkał coraz głośniej.
Czarnooki stwór nic nie robił sobie z krzyków chłopaka. One tylko napawały go dumą i dawały siłę.
- Głośniej kochany, głośniej. - przemówił zachrypniętym głosem.
Łzy jak grochy spływały po nieskazitelnej skórze Kyungsoo. Zacisnął usta, które ciągle drżały.
- Krzycz. - powiedział Demon.
Chłopak nawet nie spoglądając na niego pokręcił przecząco głową. Stwór podszedł do niego i w agresywny sposób pociągnął jego włosy w tył jednocześnie odchylając jego głowę. Kyungsoo cicho pisnął. Demon zarysował linię na jego szyi paznokciem.
- Jesteś taki ładny. - powiedział znów z chrypką. - Taki czysty, nieskazitelny.
Kyungsoo ciężko przełknął ślinę. Wszystkie wnętrzności w środku ściskał okropny ból. A może to był strach?
- Jesteś moim ideałem. - szepnął mu w ucho.
Chłopak nie umiał wypowiedzieć ani słowa.Czuł w gardle ogromną gulę. Chciał się jej pozbyć. W końcu Demon puścił jego włosy, a głowa wróciła do normalnej pozycji. Odetchnął lekko. Oczy podpuchnięte od płaczu zaczynały piec. Kyungsoo marzył tylko o tym, żeby to wszystko okazało się być okropnym koszmarem.
- Napij się. - Demon podsunął mu pod nos szklankę wody.
- N-nie chcę. - wydukał cicho chłopak.
- Mam cię zmusić? - uniósł jedną brew. - Pij.
Drżącymi palcami objął delikatnie szklankę. Podsunął ją do ust i upił mały łyk. Po chwili jednak poczuł, że to jest na prawdę woda i pragnienie wzięło górę. Duszkiem wypił resztę płynu.
- Grzeczny chłopiec. - poklepał go po głowie.
Bał się na niego spojrzeć. Bał się zobaczyć tę pustkę w jego oczach. Bezdenną czerń, która je wypełniała. Demon odstawił szklankę i wrócił do chłopaka. Z racji, że on siedział na krześle, stwór nie chciał być gorszy i też przyniósł sobie siedzenie. Ustawił je naprzeciwko, oparciem w stronę Kyungsoo. Oparł się na nim rękami i spoglądał prosto na twarz chłopaka.
- Jesteś Kyungsoo, tak? - zadając pytanie mrugnął a czerń z jego oczu momentalnie zniknęła.
Wtedy chłopak z zainteresowaniem na niego spojrzał. Na potwierdzenie jego słów lekko kiwnął głową.
- Tak? - ponowił pytanie. - Muszę cię nauczyć odpowiadać pełnym zdaniem.
- Tak. Mam na imię Do Kyungsoo. - poprawił się szybko bojąc się, że coś złego może się stać.
- Od razu lepiej. - dotknął jego policzka. - Lubię nieśmiałe ziemskie istoty, ale twój głos jest na tyle piękny, że chcę go słyszeć ciągle. Proponuję grę, abyśmy mogli się lepiej poznać. Pytanie za pytanie, w porządku?
- Tak. - odpowiedział jednocześnie kiwając głową.
- A więc proszę Kyungsoo, teraz twoja kolej. Możesz pytać o co chcesz, ale z rozwagą.
- Czym jesteś? - zapytał bez wahania, co mogło się okazać dużym błędem.
Stwór zaśmiał się gardłowo wyszczerzając szpiczaste zęby w szerokim uśmiechu.
- Jestem Demonem. - rozłożył teatralnie ręce.
Kyungsoo liczył na coś więcej, ale spodziewał się tego, że on może odpowiadać idealnie na pytania, bez żadnych szczegółów.
- Co lubisz robić?
- Lubię grać w koszykówkę z przyjaciółmi.
- A coś więcej?
- Lubię spacerować, szczególnie po plaży, albo parku. Tam powietrze tak ładnie pachnie.
- Czyli lubisz naturę, tak? - przekręcił głowę.
- Natura jest piękna.
- Proszę, twoja kolej. Zadaj tyle pytań ile ja. - znów się uśmiechnął. - Jestem sprawiedliwy.
- Skoro jesteś Demonem jesteśmy w Piekle, tak? - zaczął bawić się swoimi palcami.
- Tak. Dokładniej w jego dość dalekiej części.
- Co zrobiłem, że mnie tu trzymasz?
- Po prostu chcę żebyś tu był, razem ze mną.
- Masz imię?
- Tutaj ochrzcili mnie Samael, ale mam na imię Kim Jongin.
Już miał zamiar zadać kolejne pytanie, ale przypomniał sobie, że to raczej Demon ustala zasady, a nie on. To imię coś mu mówiło. Skądś je pamiętał.
- W porządku. Miałeś kogoś tam, na ziemi?
- Miałem bardzo dobrego przyjaciela.
- Przyjaciela, czy może kogoś więcej?
- Jestem prawie pewien, że tylko przyjaciela.
- Jak to prawie?
- Nigdy go nie spytałem, czy czuje wobec mnie podobne uczucia, co ja do niego.
Kyungsoo nie chciał się przed nim otwierać, ale Jongin zadawał takie pytania, aby jak najwięcej z niego wyciągnąć.
Demon gestem ręki dał mu znak, że teraz jego kolej.
- Kim Jongin?
- Marnujesz pytania. Przed chwilą ci to powiedziałem.
- Kai?
Wtedy jego oczy znów zaszły czernią. Uniósł dłoń tak jakby chciał go uderzyć, ale w ostatniej chwili, kiedy zauważył kulącego się chłopaka zatrzymał się.
- Nie mów tak na mnie. - warknął.
D.O. niepewnie otworzył oczy. Dlaczego go nie uderzył? Czy to coś znaczyło? Miał jeszcze jedno pytanie. Musiał je wykorzystać.
- Dlaczego? - spojrzał na jego twarz.
Był przystojny. Ciemne włosy sterczały na czubku jego głowy. Grzywka zaczesana do góry. Miodowa cera i oczy, które teraz wydawały się tak bardzo ludzkie.
Demon przewrócił tęczówkami w teatralny sposób.
- Nie życzę sobie, abyś tak się do mnie zwracał.
Wiedział, że nie może zadać kolejnego pytania, ale zaryzykował:
- Możesz mi to wytłumaczyć?
- Teraz moja kolej na pytanie. - skarcił go wzrokiem. - Musisz wrócić na ziemię?
- Nie wiem. Nie pamiętam nawet... Umarłem?
- Znów złamałeś zasadę. Ja zadaję tyle pytań ile chcę, a ty możesz tą liczbę powtórzyć. Nie na odwrót.
Kyungsoo spuścił wzrok na swoje stopy. Dopiero teraz zauważył, że był boso. On także. Podłoga była z kamienia, ale nie odczuwał zimna. Rozejrzał się po pomieszczeniu, w którym się znajdował.
- Chcesz wrócić na ziemię? - znów na niego spojrzał.
- Nie wiem. Chyba nie. - odruchowo wzruszył ramionami.
- Dlaczego? - Kyungsoo w międzyczasie liczył zadane pytania.
- Nie mam do kogo wracać. - chciał sprawić, że Demon zacznie więcej pytać.
- Podobno miałeś przyjaciela, nie chcesz go znowu zobaczyć?
- Zapewne już o mnie zapomniał.
- Słyszałem, że każda istota z ziemi ma rodzinę, nie chcesz do niej wrócić?
- Niespecjalnie.
- W porządku. Twoja kolej. Dobrze gospodaruj pytaniami. Nie pomyl się w obliczeniach. To ostatnia kolejka gry. Za pomyłkę grozi kara, za perfekcyjne wyczucie - nagroda. Gramy do wyzerowania się twoich pytań.
Kyungsoo odetchnął i ponowił swoje pierwsze pytanie.
- Możesz mi wytłumaczyć dlaczego nie mogę się do ciebie zwracać Kai?
- Nie.
Pierwszy błąd, o którym dowiedział się za późno. Wziął głęboki oddech i zapytał jeszcze raz.
- Powiedz mi, dlaczego nie mogę się do ciebie zwracać Kai.
- To nie było pytanie. W stresie strasznie się mylisz. - zachichotał. - To takie urocze.
Kyungsoo nie chciał się poddać przy tym pytaniu. Chciał znać na nie odpowiedź.
- Dlaczego nie mogę mówić do ciebie Kai?
- Na prawdę chcesz to wiedzieć? Jesteś bardzo uparty, wiesz?
Jongin robił to specjalnie. Zaczął mu dodawać pytania. D.O. musiał się mieć na baczności. Skoro to ostatnia kolejka, skoro miała być kara, to Demon będzie próbował wprowadzić go w błąd.
- Nie możesz tak na mnie mówić, bo tego nie chcę. Mogę ci powiedzieć, że nienawidzę, jak ktoś zwraca się do mnie w ten sposób.
- Jest tego jakiś powód?
- Powodów jest wiele, tak jak wiele jest motywów. - wypalił ni z tego ni z owego. - Głównym powodem jest to, że tak zwracał się do mnie ktoś dla mnie bardzo ważny. Miłość jest ślepa, prawda?
- Miłość jest wartością, która dodaje skrzydeł. Trzeba jest tylko umiejętnie wykorzystać. Kim była ta osoba, która ci te skrzydła dała?
- Moim bliskim przyjacielem.
- Bałeś się powiedzieć tej osobie co czujesz?
- Bałem się tak jak ty. Ludzie to tchórze, ale i Demonom czasami brakuje odwagi. Często się boisz?
- Mam dużo słabości, ale strach nie zawsze jest moim wrogiem.
Nie wiedział czy takie zgarnie jest dozwolone, ale zaryzykował. Nic się nie stało.
- Zapytałem czy często się boisz, a nie co jest twoją słabością. Nie próbuj mnie oszukać. - ostrzegł go.
- Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Nigdy nie liczę stanów kiedy się boję.
- Czego się boisz? Odtrącenia czy może samej miłości?
- Boję się wielu drobnostek, takich jak na przykład pająki.
- Ludzie boją się takich słodkich stworzonek? - zachichotał. - Ciekawe co powiedzielibyście na Ogary Piekielne?
- Czasami te stworzonka są na prawdę przerażające. A Demony czegoś się boją?
- Boimy się tylko tego co wy - ludzie będziecie jeszcze w stanie wymyślić. Latające środki transportu? To przecież niedorzeczność.
- Masz na myśli samoloty? To bardzo wygodny środek transportu, ale jest dość drogi.
- Przeraża mnie też to, że większość z was pała do siebie taką nienawiścią, że aż czasami strach patrzeć. Nie macie żadnych szczególnych mocy, czy uzdolnień, a niektóre zabójstwa są tak przemyślane i przeprowadzone, że nawet sam Diabeł mało kiedy jest tak okrutny.
- Zabójstwa? Powiedz mi, nie żyję tak? - chciał jak najszybciej zakończyć tę zabawę, bo zaczynał się plątać.
- Prawda. Nie żyjesz.
- Jak umarłem?
- Wpadłeś na przejściu pod samochód. Jesteś taki nieuważny. To urocze. Bałeś się śmierci?
To ile razy Demon wypowiedział w stosunku do niego słowo "uroczy" napawało go pewnego rodzaju lękiem.
- Mówią, ze śmierć jest dopiero początkiem. Nikt nie wie co będzie potem więc muszę przyznać, że bałem się tego, że zginę, że nie zostanie po mnie żaden ślad.
- Może i mają rację, gdy mówią, że śmierć jest dopiero początkiem. A ty jak uważasz?
- Tak mówią wierzący, racja? Ja sam nie wiem jak się do tego ustosunkować. Śmierć jest czasem niesprawiedliwa. Zabiera tych, którzy na to nie zasługują i mają przed sobą całe życie podczas, gdy przykładowo zabójcy cieszą się życiem za kratkami jeszcze dobre kilkanaście lat. Widzisz tu gdzieś sprawiedliwość?
W tym momencie Jongin zaczął bić brawo. Wstał z krzesła i obszedł chłopaka dookoła.
- Jesteś strasznym spryciarzem. Zrobiłeś na mnie dobre wrażenie. Jesteś jednym z nielicznych, którym udało się z tego wybrnąć bez... skazy.
Kyungsoo spojrzał na niego pytająco.
- Próbowałeś mnie oszukać i to była twoja mała pomyłka. Dowiedziałeś się wszystkiego co było dla ciebie ważne?
Chłopak nie miał pojęcia czy gra się zakończyła, czy trwa nadal. Demon nie powiedział, że to koniec. To mógł być podstęp.
- Większości. Lecz korci mnie jeszcze jedno pytanie... Jak miała na imię ta ważna osoba?
- Koniec gry. - oznajmił jak na zawołanie.
Czyżby uderzył w jego czuły punkt.
- Mam dla ciebie lepszą. - zachichotał złowieszczo.
Odszedł od niego na chwilę. Ze stolika, który stał w głębi pomieszczenia wziął jakiś przedmiot. Nie było słychać jak przemieszczał się po podłodze. Wydawało się jakby w ogóle nie dotykał stopami ziemi. Podszedł z powrotem do Kyungsoo. W dłoni trzymał pistolet.
- Zagramy w coś na zasadę rosyjskiej ruletki, ale dopiero po tym jak otrzymasz odpowiedź na zadane wcześniej pytanie, w porządku?
- Tak.
Obawiał się co mógł wymyślić Demon. Po nim można się było spodziewać wszystkiego.
- Czy możesz powtórzyć pytanie?
- Jak miała na imię ta ważna osoba? - powtórzył niepewnie.
- W porządku. Odpowiem na to pytanie, jeżeli zgodzisz się na zasady gry. Otóż w pistolecie jest tylko jeden nabój. Będziesz musiał zakręcić magazynkiem i strzelić, jasne?
- Jasne. - chciał zgrywać pewnego siebie, kiedy w środku bał się.
Podał mu pistolet.
- Zakręć magazynkiem. - nakazał mu.
Kyungsoo posłusznie wykonał czynność.
- Wyceluj we mnie.
W jego głowie głębiło się dużo pytań i jednocześnie był przepełniony niezliczoną ilością uczuć. Jednak pomimo to wycelował w serce Demona.
- Nie mam serca. Celuj w głowę.
Uniósł lufę wyżej. Znajdowała się centralnie po środku czoła.
- Otóż Kyungsoo, niedawno jeszcze byłem człowiekiem tak samo jak ty. Bezbronną istotą, która wegetowała na ziemi. Miałem marzenia, przyjaciół, rodzinę, zainteresowania. Miałem to wszystko co ty. Pewnego dnia, kiedy wybierałem się do szkoły w kamienicy obok, której przechodziłem usłyszałem krzyki. Chwilę później przede mną upadł wazon, który został wyrzucony przez okno tego mieszkania. W środku były niezapominajki. - zatrzymał się na chwilę. - Nienawidzę niezapominajek. - nie spuszczał wzroku z Kyungsoo. - Później przez drzwi wybiegł mój przyjaciel. Wiedziałem, że nie ma za ciekawej sytuacji w domu, więc często pozwalałem mu u siebie nocować. Chodziliśmy do jednej klasy. Był niższy ode mnie i muszę przyznać, ze był... uroczy.
Chłopak błądził wzrokiem po jego twarzy.
- Przyjaźniliśmy się od przedszkola, ale od niedługiego czasu zdałem sobie sprawę, że czuję do niego coś więcej, niż tylko przyjaźń, aż po grób.
Wydawało się, że skądś znał tę historię.
- To właśnie on mówił na mnie Kai. W taki sposób, którego do tej pory nie umiem zapomnieć. Gdy czegoś chciał tak uroczo - na to słowo Kyungsoo przeszły ciarki. - przeciągał literę a. Bałem się wyznać mu to co czuję. Bałem się, że mnie odtrąci. Bałem się, że nie będzie chciał się nawet ze mną przyjaźnić. Bałem się go stracić jako przyjaciela. Pewnego razu wybiegł z mieszkania już nie szczęśliwy, tylko zapłakany. Nie cieszył się, że mnie widzi. Zauważyłem siniaka na jego policzku. Ojczym znów go pobił. Tak bardzo bolało mnie to jak patrzyłem na to, jak cierpi. Tak bardzo mnie to bolało, bo nie mogłem nic na to poradzić. Patrzyłem jak biegnie w stronę przejścia.
Ręka D.O. zaczęła drżeć, a do oczu napływały mu łzy.
- Pobiegłem za nim, żeby go zatrzymać. Wtedy zauważyłem jak wchodzi centralnie pod nadjeżdżający samochód. Zrobił to specjalnie. - jego oczy były bez wyrazu pomimo wyrażanych emocji w słowach. - Nie pomyślał o mnie. Nie pomyślał o niczym. Po prostu wpakował się pod samochód. - wzruszył ramionami jakby mówił o pogodzie. - Wtedy, gdy zobaczyłem, że się zabił, wiedziałem, że nie mam już dla kogo żyć. Wyszukałem na jakiejś stronie internetowej rytuał. Takim oto sposobem znalazłem się tutaj. Obiecali mi, że nie będę nic pamiętał. Kłamali. Tak okrutnie kłamali. Nie pamiętam nic, oprócz historii mojej niespełnionej miłości. To o nim - o moim przyjacielu myślę całymi dniami. Ta myśl nie daje mi spokoju.
Po policzku Kyungsoo spłynęła zła. Jongin otarł ją delikatnie.
- Jesteś taki uroczy. - powtórzył niczym upiór w horrorze. - Taki uroczy.
D.O. zamknął oczy.
- Domyślasz się może jak miał na imię mój przyjaciel? - zapytał.
- Nie. - odparł chłopak łamiącym się głosem.
- Miał na imię Do Kyungsoo i był taki uroczy. - uśmiechnął się ukazując rząd ostrych zębów. - To on nazywał mnie swoim Kai'em. To jemu chciałem wyznać uczucia. To on był moim oczkiem w głowie. To on był moim światełkiem w ciemności. Ty nim byłeś. Spójrz na mnie.
Kyungsoo posłusznie uniósł wzrok.
- Kręcisz magazynkiem jeszcze raz? - zapytał spokojnie.
Jego przerażone oczy krzyczały.
- Zdajmy się na los. - po każdym słowie jak na zawołanie po policzkach spływały łzy. - Czy muszę...?
- Zgodziłeś się na grę. Takie są zasady. - powiedział bez uczuć. - Strzelaj.
Niepewnie osunął jeden palec na spust.
- Chciałbyś kawałek mojego serca? - zapytał Jongin.
Kyungsoo nic nie powiedział. Nie mógł. Gula narosła w jego gardle. Nie umiał się jej pozbyć. Wziął pistolet w obydwie dłonie.
- Kocham cię Kai. - powiedział po chwili.
- Twój głos jest taki uroczy. - patrząc mu prosto w oczy wyszczerzył zęby.
Wtedy rozległ się strzał.
- Taki uroczy. - zaśmiał się gardłowo.
Yuki.

ojej! nie wiem, co napisać, ponieważ ten oneshot jest genialny! ciekawy pomysł! szkoda mi Kyungsoo i Jongina. ich historia miłosna była taka nieszczęśliwa. mogli być razem, gdyby Kai zdecydował się wyznać mu swoje uczucia. może to coś, by zmieniło.
OdpowiedzUsuńpozdrawiam! :D