niedziela, 9 listopada 2014

"Ferris wheel" ~ HunHan

Annyeong ~
Witam was po długiej mej nieobecności tutaj i przybywam z HunHan'em.
Mam nadzieję, że wam się spodoba, bo przyznam, że włożyłam w to "trochę" uczuć c:
Dziękuję, że jesteście ^^

------------------------------------------------------------------------------------------------------------

- Chodźmy tam. - powiedział szczęśliwy Sehun, ciągnąc swojego przyjaciela w stronę diabelskiego młynu.
- Ale Sehun wiesz, że mam lęk wysokości. - odparł Luhan.
- Och hyung. - zawodził. - Będę tam z tobą. - uśmiechnął się.
Starszy przez chwilę lustrował go wzrokiem, lecz w końcu uległ błagalnemu wzrokowi młodszego.
- No dobrze. - powiedział niepewnie. 
- Yay. - ucieszył się.
Luhan uśmiechnął się praktycznie sam do siebie. Szczęście tego chłopaka, równało się perfekcyjnemu życiu. Gdyby nie on, jego żywot na ziemi byłby mniej wesoły i z pewnością bardziej pusty. To była jego nieodłączna część.
Młodszy złapał go za rękę splatając ich palce razem i pociągnął w stronę kasy. 
- Dwa bilety poproszę. - powiedział niższy blondyn.
- Za chwilę otworzymy bramkę. - odparła pani z budki, podając im parę papierków.
- Dziękuję. - skinął głową i odszedł.
Z lekkim przerażeniem spojrzał w górę. Diabelski młyn wydawał się sięgać nieba. Drapać go. Luhan nerwowo przełknął ślinę i zacisnął lekko już spocone dłonie.
- Denerwujesz się? - zapytał Sehun, kiedy zobaczył, że z jego przyjacielem jest coś nie tak.
- Nie. - pokręcił głową. - No może troszeczkę. - dodał po chwili.
Chciał być twardy, ale przy młodym nigdy nie umiał kłamać. Jego oczy, które prawie wwiercały się w jego duszę mogły ujrzeć wszystko.
Maknae podszedł do niego bliżej i wtulił się w jego tors.
- Damy radę. - pocieszył.
W końcu nadszedł ten czas kiedy barierka się otworzyła. Pasażerowie z poprzedniego kursu - w większości pary - uśmiechnięci, łapiący się za ręce wychodzili z wagoników. 
- Wsiądźmy w ten, który będzie szedł ostatnią partią, dobrze? - zapytał Luhan.
- Dobrze. - uśmiechnął się chłopak.
Za wszelką cenę chciał trochę odwlec ten moment, kiedy będzie musiał się zmierzyć w własnym lękiem. Obecność Sehuna tam w środku, razem z nim, dawała niewielkie pocieszenie.
Kiedy ostatni wagonik pustoszał, młodszy chłopak pociągnął swojego hyunga w stronę wejścia. Nie żeby Lu się opierał, ale jego ciało stawiało czynny strajk.
- Życzę miłej podróży. - powiedziała kobieta, która zamykała drzwiczki "puszki śmierci".
Obydwoje skinęli głowami i usiedli na siedzeniach w środku. Luhan zaczął nerwowo bawić się palcami.
- Hyung - zaczął Sehun. - już od dłuższego czasu chciałem pójść z tobą do lunaparku. 
Ten, do którego były skierowane słowa, ochoczo spojrzał na swojego rozmówcę, próbując zapomnieć o tym, co zaraz się zdarzy.
- A szczególnie chciałem skorzystać z diabelskiego młynu. - kontynuował.
- Żebym na samej górze wypluł serce? - zachichotał nerwowo blondyn.
- Nie hyung - uśmiechnął się. - tam na górze jest bardzo ładny widok. To będzie mój pierwszy raz kiedy widzę Seoul z lotu ptaka. Dużo o tym słyszałem. Podobno to wyjątkowa chwila.
Luhan skupiał się na każdym wypowiedzianym przez Sehuna słowie. Coś było w tym młodym chłopaku, co sprawiało, że aż chciało się żyć. Tak jakby to on był jego własnym magazynem tlenu, bez którego nie mógłby przeżyć. 
- I chciałem tę chwilę przeżyć właśnie z tobą. - zaakcentował cicho ostatni wyraz.
Lu przysunął się delikatnie do niego pomimo lekkich mdłości i złapał go z rękę uważnie się jej przyglądając.
- To - Han zatrzymał się na chwilę, szukając odpowiedniego słowa. - bardzo ... Czuję się wyróżniony Sehun.
Młodszy spojrzał na niego z uśmiechem.
- Zobacz hyung - na to słowo zawsze Luhanowi robiło się ciepło na sercu. - jest tak pięknie.
W obecności maknae nawet nie zauważył jak szybko minęła mu ta "podróż ku wrotom piekieł". 
- Wo. - podniósł się powoli i podszedł do szyby. - Sehun, ja nie myślałem, że Seoul jest taki cudowny. - zachwycał się. 
- Prawda? - młodszy objął go w pasie i położył głowę na jego ramieniu.
Każdy ma swój zapach. Sehun pachniał jak połączenie mężczyzny i dziecka. Dość niespotykanie.
- Tak. - położył swoje dłonie na jego. - Miłość też jest piękna. - wypalił.
Maknae uśmiechnął się, ale Lu tego nie widział. Lekko się speszył, lecz nie poruszył się nawet na milimetr.
- Moja miłość do ciebie jest piękniejsza, niż cokolwiek na tym świecie. - powiedział Sehun przerywając niezręczną dla starszego ciszę.
Po tych słowach delikatnie przekręcił głowę chłopaka i musnął jego usta. Najpierw delikatny pocałunek, który z czasem zmienił się w pełen pożądania. Ich umysły, ich usta, ich ciała pragnęły się nawzajem.
Pierwszy raz jest najważniejszy prawda? Oczywiście.
Odkrywali siebie nawzajem długi czas, nim obydwoje uznali, że coś ich łączy.
Łączy ich troska o drugą osobę, chęć sprawienia jej największego szczęścia.
Łączy ich miłość.
Miłość, która jest dobra.
Miłość, która jest łaskawa.
Miłość, która jest cierpliwa.
Miłość, która nie pamięta złego.
Miłość, która cieszy się drobnostkami.
Miłość, która nie jest chciwa.
Miłość, która nie szuka poklasku.
Miłość, która łączy przeciwieństwa.
Miłość, która świeci największym blaskiem.
Miłość, która znosi wszystko.
Miłość, która przetrwa nawet najgorsze momenty.
Miłość, która we wszystkim pokłada nadzieje.
Miłość, która nigdy nie przegrywa.
Miłość, która nigdy nie rdzewieje.
Miłość, która jest wszędzie i żyje w każdym stworzeniu.
Miłość, która jest piękna. 
Miłość, która ich połączyła.
Miłość, która nigdy nie ustaje.

Yuki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz