Może kilka słów "wyjaśnienia" na początek. Do napisania tego one shota "zmusiło" mnie jedno MV SHINee i film... Tak więc zapraszam, miłego czytania. c: Lecz miłe zaskoczenie, bo to nie będzie One Shot z Szajniakami. ^^
A i jeszcze jedno, zachęcam do komentowania tych, którzy zaglądają tutaj od czasu, do czasu. c: Te krótkie wypowiedzi, przemyślenia na prawdę nam pomogą. ^^ W nich przecież wyrażacie swoje zdanie, co wam się podoba, a co nie. Mówię to na własnym przykładzie bo dzięki komentarzom jednej w blogerek zajmujących się pisaniem ff, poprawiłam nieco jakość swojego pisania. ^^ Tak więc nie bądźcie sknerusami i zostawcie komentarz. c:
~Yuki.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Chcę wrócić. Tak bardzo...
Kolejne ciosy raniły ciało chłopaka.
Ale gdzie? Gdzie tak bardzo chcę wrócić?
Pod wpływem następnego uderzenia jego ciało zgięło się jeszcze bardziej w pół.
Przecież nawet nie mam gdzie... Wszystko co miałem tak nagle przepadło.
- Nadal ci mało szczeniaku? - niski, ostry głos napastnika przeszył jego głowę.
Hah, nawet jak będziesz się na mnie darł, to nic ci to nie da. Nie złamiesz mnie. Nie ugnę się przed tobą. Nie przed taką szują jak ty.
- Widzę, że jesteś nieugięty. - powiedział z jadem w głosie podnosząc opuszczoną głowę chłopaka ostrym ruchem. - Gorzko tego pożałujesz, smarkaczu.
- Mam imię. - odparł pewnym, ale łamiącym się głosem co wynikało z przemęczenia.
Siedział na krześle. Jego ręce skrępowane były za plecami, a stopy przywiązane do nóg siedziska. Każdy ruch chłopaka był sprawnie krępowany, natomiast był idealnym celem dla napastnika. Na białej koszuli gdzieniegdzie pojawiały się czerwone przebarwienia. Chłopak delikatnie, niezauważenie próbował wyswobodzić się z więzów. Był już w połowie drogi. Nagle wszystkie światła po kolei zaczęły gasnąć.
- Co jest do cholery? - zapytał złowrogo mężczyzna. - Jeśli to twoja sprawka, zginiesz jeszcze szybciej. - wyszedł z impetem uderzając o skrzynkę.
Ty idioto, jak niby to ma być moja sprawa, jeżeli siedzę tutaj i gapię się na twoją gębę jak ciele w malowane wrota? Jesteś jeszcze głupszy niż wyglądasz.
Korzystając z okazji, wyswobodził się powolutku i wstał najciszej jak potrafił. Chociaż całe ciało paliło go niemiłosiernie nie wydał z siebie najmniejszego odgłosu. Przygryzł wargę, aby przez przypadek nie syknąć.
Dzięki Chanyeol, dziękuję.
Starał się wyjść z budynku. Plątanina ciemnych korytarzy bez końca. Starał sobie przypomnieć jak ten dureń go tutaj przyprowadził, a raczej zaciągnął.
Znacznie łatwiej byłoby, gdybym miał jakiś punkt zaczepienia. Aich, nie mogę sobie niczego przypomnieć.
Nagle do jego nozdrzy dostał się delikatny zapach świeżego powietrza zmieszanego z deszczem. Uśmiechnął się i ruszył w kierunku, z którego dobiegała "wolność". Na zewnątrz panowała względna ciemność. Było szaro, jak to podczas jakichkolwiek opadów. Lecz nawet bez idealnego światła zobaczył czarną furgonetkę chłopaka.
No bardziej na widoku postawić się nie dało?
Nieoczekiwanie rozległ się strzał. Upadł na kolana. Kula utkwiła w udzie.
- Tao! - wrzasnął Chanyeol wybiegając z budynku.
Kolejny strzał. Tym razem bardziej trafny. Chanyeol wziął broń w rękę i wycelował lufę w drugie piętro budynku. Z jego "obliczeń" wynikało, że stamtąd wychodzą kule. Strzelił na oślep, ale wiedział, że trafił. Pełen bólu okrzyk rozległ się echem po placu. To nie był Tao, tylko ten dupek... Chłopak podbiegł do leżącego z sercem wyskakującym z piersi
- S-spokojnie. - wymamrotał Chan. - Wszystko b-będzie dobrze.
Aj głuptasie, wiem... Wiem, że wszystko będzie dobrze. Będzie dobrze, bo mam ciebie...Tutaj.. Teraz. Szkoda tylko, że w takich okolicznościach.
Z ust Tao wyciekła cieniutka stróżka krwi.
- W-wiem.. - wyszeptał Zitao z niemrawym uśmiechem.
Drugiemu po policzku spłynęła łza...
Ty płaczesz czy to deszcz? Chanyeol.. Nie tego cię uczyłem. Miałeś być nieugięty...
Chanyeol delikatnie wziął Tao na ręce. Wcale nie był taki ciężki. Chyba schudł. Wniósł go do furgonetki i zatrzasnął drzwi. Sięgnął pod siedzenie kierowcy i wyciągnął apteczkę.
Hah, durny... To nic nie da. Ale... Chcę żebyś to zrobił ten ostatni raz. Dotknij mnie.
Zdjął Tao koszulę i próbował opatrzyć rany. Nagle chłopak złapał Chanyeol'a za rękę.
- Boisz się? - zapytał cichutko.
- Czego? - odparł pytaniem na pytanie Chan.
Śmierci. To bez sensu. Tak bardzo chciałem wrócić do tamtego życia, żeby mieć cię na wyłączność. Tylko ciebie... Nigdy nie pragnąłem niczego więcej. Ten twój głupkowaty uśmiech był.. Jest dla mnie wszystkim. Nigdy cię nie zapomnę. Dlaczego miałbym cię zapomnieć? Przecież jeszcze się spotkamy, mały.
"Cover my eyes, cover my ears. Tell me these words are a lie. It can't be true, than I'm losing you. Sun cannot fall from the sky. Can you hear heven cry? Tears of an angel."
- Kocham cię Chanyeol.
Jego serce przestało bić. Chanyeol nadaremno próbował go ratować. Było za późno.
Będę z tobą na zawsze, Chan. Tam gdzie ty, pójdę i ja. A jak to wszystko minie, to możemy nawet zostać sąsiadami... Lub współlokatorami... Choć moje serce już nie bije, wiedz, że całe było dla ciebie. Na zawsze.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz