wtorek, 15 lipca 2014

Typowy V

 Wstęp

Witam w poradniku, który nosi dumną nazwę "Typowy V". W tym ekskluzywnym poradniku możecie spodziewać się wszystkiego. Dosłownie. Każda sytuacja będzie opisywana jakbyś Ty, drogi czytelniku był zespołem Bangtan Boys. Nasz Taehyung to z pewnością niespokojna duszyczka i nieokiełznany umysł.

 





To V wersja koreański Harry Potter w czapce z daszkiem. 

Czasami udaje postacie w filmów, a czasem... Udaje... Nie jest po prostu sobą. (Wiem, że trudno w to uwierzyć, ale to prawda.)

  
A to najzwyklejszy V z krwi i kości.
Poradnik przedstawia sytuacje z życia i zachowanie naszego tytułowego bohatera.

Uwaga! Autorzy nie ponoszą odpowiedzialności za uszczerbki na: zdrowiu, psychice, racjonalnym myśleniu, postrzeganiu świata rzeczywistego i zły wygląd w rudej farbie.

~*~

Sytuacja I

Bezpiecznie, wesoło i pełni energii spacerujemy wraz z przyjaciółmi po placu, na którym rozłożyło się wesołe miasteczko. Wszyscy są szczęśliwi. Zajadają się watą cukrową, hot dog'ami, popcornem i lukrecją. Cudowna gwieździsta noc. Miliony świecących punkcików miga wam nad głowami. Nagle Jimin proponuje abyście zagrali w grę. Prościzna. Musicie trafić piłeczką w okrąg. Wtedy zdobywacie nagrodę, którą jest ogromny pluszowy miś. Taehyung zza rogu budki straszy małe dzieci swoim wzrokiem pedofila.


Ogólnie mu odwala. Jest o wiele gorzej niż zwykle. Dziecko (czyt. Taehyung) wygląda na tak zadowolone jakby pierwszy raz było w takim miejscu. Tyle kolorów, ludzi, dźwięków. Można się pogubić w tych bodźcach lecz nie nasz kochany V. On to wszystko świetnie ogarnia. Okej, pierwszą rundę wygrywa J-Hope. Jest z siebie taki dumny, że ze szczęścia potkną się o własne nogi wpadając w raniona Jin'a. Cukrowy uśmiech, niby nic się nie stało. 





Z dumą sześcioletniego dziecka podchodzi do stoiska i odbiera nagrodę. Ogromniasty miś ledwo co mieści się w jego ramionach. Ale, ale... Gdzie jest Taehyung? Gdzie to dziecko? 
- Zgubił się. - oznajmił wszechwiedzący RapMon. - Ale przecież przed chwilą tu był i straszył małe dzieci, a od tych większych dostawał z liścia. 
J-Hope tak się przejął, że z wrażenia aż upuścił pluszaka. Co tam... Nie obchodził go tabun małych dzieci, które w tym momencie zdeptały mu nagrodę, najważniejszym zadaniem, wręcz priorytetowych było odnalezienie V. Trudno go było odnaleźć rok temu kiedy się zagubił na sali kinowej, a co dopiero w wesołym miasteczku pełnym dzieci i osób dorosłych. Po trzech godzinach, kiedy całą bandą byliście wykończeni i sprawdziliście każdy zakątek sto razy, zauważyliście go z grupką sześciolatków. Bawili się w westernową wersję policjantów i złodziei. 


Z początku szło mu nieźle. Dzieci padały jedno po drugim jak kostki domina. Lecz cóż to... Nie wierzycie własnym oczom... V dostał...


Kula przebiła jednocześnie trzy aorty. Taehyung pada na ziemię usłaną popcornem bez sił. Lada moment pójdzie w stronę światła dobiegającego z reflektorów rollercoaster'a. Rozdzierający powietrze krzyk J-Hope'a doszedł waszych uszu. Podbiegł do niego przewracając jakieś dzieci-niedobitki. Ujął jego głowę i położył sobie na kolanach. 
- Z-za co to było? - zapytał z przerażeniem.
- B-b-bo... J-ja... Zrobiłem n-napad. - wysapał Taehyung.
- Na co?!
- N-na... Budkę z-z balonami. - zamknął oczy.
- Nie umieraj! Nie tutaj w popcornie. 
- N-no tak, jeden wbija mi się w miejsce gdzie słońce nie dochodzi...
- J-jak mógłbym ulżyć ci w cierpieniu? - chłopak był na skraju załamania nerwowego. 
Wy jednak w osłupieniu patrzyliście się to na nich to na siebie nawzajem nie mogąc uwierzyć w głupotę, a może świetną grę aktorską przyjaciół. 
- M-muszę... 
- Co? Co?
- D-do toalety. - szepnął.
J-Hope spojrzał na niego z wyrzutem i wysapał:
- J-ja tu łzy wylewam prawie, a ty mi, że to toalety. Porąbało cię? Mogłeś coś sensowniejszego wymyślić. 
- Nie no ale ja na serio. - podniósł się do siadu. 
- Foch. - nadął policzki, wstał i podszedł do reszty. 
Prowokator całej sytuacji wstał, otrzepał niepotrzebne ziarna popcornu z dolnej części ciała i zrobił triumfalny obrót. 




- A chciałem ci dać misia! - krzyknął J-Hope. 
- Taaaaaak? - podskakiwał jak królik po polanie. - Jakiego? Jakiego? Jaaakiegooo?
- Nie zasłużyłeś, bo złamałeś mi serducho. - założył ręce na piersi. 
- Moje ma dziury w trzech aortach. - wydął dolną wargę. - Hopie, już będę grzeeeczny. 
Spoglądając do tyłu, J-Hope ujrzał strzępki ogromnego pluszaka, którego niedawno wygrał. Ale GERONIMO w brzuchu miśka została ukryta niespodzianka. Mały pluszowy lew.
- Masz. - podał mu go z lekkim wyrzutem. 


- Dziękuję Hopie. - rzekł słodko. - A teraz...
- Lody? Lukrecja? - zapytał Jimin. 
- Teraz to już na prawdę muszę do toalety. 

Sytuacja II

- Dobra to ja spadam do łazienki. - oznajmił V kończąc próbę. 
Taaak.. To miał być zwykły wypad za potrzebą, ale skończyło się na:

  • sesji zdjęciowej w drzwiach,
  • sesji zdjęciowej na drzwiach,
  • sesji zdjęciowej przy drzwiach,
  • sesji zdjęciowej w kabinie, 
  • sesji zdjęciowej nad kabiną, 
  • seksownych ujęciach do pamiętnika fanek przed ubikacją, 
  • prześlicznych selfikach z jedną nogą w ubikacji, 
  • słodziutkich selfi z dziubkiem na tle lekko zabrudzonej (zażyganej) ściany, 
  • wybiegu TAP TAP TAP MADL wraz z Dżoaną Krupą, 
  • rozdaniu kolzetowych nagród nobla,
  • rozdaniu Klołzet Music Awards oraz Klołzet Movie Awards (w skrócie KMA lub KMA),
  • przyjęciu urodzinowym dla J-Hope'a,
  • gali z czerwonym dywanem dla prawdziwych gwiazd w tym super pan woźny, 
  • napisaniu wiersza, serenady, tekstu do piosenki oraz scenariusza do filmu z udziałem RapMon'a,
  • namalowaniu obrazu w stylu Leonarda da Vinci, 
  • rozegraniu kilku partyjek pasjansa,
  • oraz zbudowania katapulty jak z Angry Birds.
Wszystko w przeciągu 5 minut, czyli idealnego czasu oddawania moczu. Lecz cóż mogło pójść nie tak? Otóż w drodze powrotnej V wychodząc z ubikacji zahaczył o muszlę i najzwyczajniej ją popsuł. Wyłamał. *oklaski* Barwo Taehyung! Brawo! *owacje na stojąco* Toaleta wytrzymała wiele, ale nie twoją nogę. 

Mina w stylu "Siwonie, co ja narobiłem?!" nic nie da w tej sytuacji... Już za późno.
 ~Yuki.

czwartek, 10 lipca 2014

Rodzinka.pl w stylu K-POP ^^

No więc witam ponownie ^^ Nie wiem jak mogłabym przedstawić coś co za chwilę niechybnie przeczytacie, ale z pewnością nie jest to... zbytnio normalne. ^^ No cóż, będzie to parodia SHINee włączając w to mnie oraz moją ummę Netoperka. c: Nie wiem za jakie grzechy to robię, ale umma mnie zmusiła . :D Tak więc enjoy, albo cokolwiek tylko nie podajcie mnie do sądu. xd

~Yuki.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

- Jjong wypad stąd. - powiedziałam do blondyna, próbując zepchnąć go z łóżka.
- Ale tu jest tak milusio... - uśmiechnął się. - I ciepło. W dormie odcięli nam ogrzewanie więc... - zachlipał.
- Posłuchaj, mało mnie to obchodzi... Zeeejdź.
Jednak ten pozostawał niewzruszony. Nie wiem jakim cudem dorwał ciastko i zaczął kruszyć na pościel.
Ukatrupię cię Jjongie... Zobaczysz... Już nie żyjesz.
- Kibum! Chodź no na sekundkę. - wrzasnęłam.
Po chwili w sypialni pojawiła się lekko roznegliżowana postać mojego mężczyzny. Był jeszcze zaspany, a w ręce trzymał kubek z czarnym płynem.
- Mhym? - mruknął jednoznacznie spoglądając na Jjonga. - Co ty tu jeszcze robisz? Wczoraj mówiłeś, że się rano wyniesiesz. Nie dość, że się wtryniłeś nam do łózka to jeszcze kruszysz... I narzekasz..
- A-ale Bummie, wy tu chociaż macie ciepło. J-ja tam zamarzam, nawet jeżeli siedzę pod kocem z Minho. Ogólnie zawsze mam zimne dłonie. - uniósł znacząco brwi z chytrym uśmieszkiem. - Powinieneś o tym wiedzieć.
Spojrzałam swoim zabójczym wzrokiem numer 6 a Kibum'a.
- Cichaj! - krzyknął Bumek. - Nie warz się o tym wspominać i jeszcze wymyślać jakieś bzdury.
- To co Jjong, idziesz do domru? - zapytałam zniecierpliwiona.
- N-nie... Bo tu są koce. - odparł stanowczo zagrzebując się w pościel na łóżku.
Wypuściłam szybko powietrze i sięgnęłam po telefon.
- Sam tego chciałeś. - powiedziałam wybierając numer do Ummy.
Kilka denerwujących sygnałów aż wreszcie ten słodki głos:
- Annyeong córcia. Coś się stało? 
- Umma, mam mały - podkreśliłam to słowo żeby jeszcze bardziej dopiec Jjong'owi. - problem z wujaszkiem Jonghyun'em.
- To on całą noc był u ciebie? J-jak? 
- Miło by było gdybym sama wiedziała. Wtrynił się nam do łóżka i do tego jeszcze chrapał, a teraz nie chce iść do dormu.
- S-spał z wami? Siwonie kochany, współczuję. Wujek Minho ciągle się skarży na niego, że jak dzielą koc, to on ma zimne dłonie i mamrocze przez sen. 
- Weź wyślij Appę, to mu trochę zniszczy lico i może się uspokoi.
- Już biegnę córcia z pomocą. 
Jak zwykle tatuś musiał podsłuchać. Coś mu się słuch polepszył ostatnio coś od tego mleka bananowego. No nic, niech przybywa z pomocą.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Umma przekazuję pałeczkę tobie. ^^ Co ja się będę wysilać na 4 strony A4 XD Aż mi się $uho w gardle zrobiło. xd Hwaiting! c:

poniedziałek, 7 lipca 2014

"Take Me There" ~ One Shot EXO

Może kilka słów "wyjaśnienia" na początek. Do napisania tego one shota "zmusiło" mnie jedno MV SHINee i film... Tak więc zapraszam, miłego czytania. c: Lecz miłe zaskoczenie, bo to nie będzie One Shot z Szajniakami. ^^
A i jeszcze jedno, zachęcam do komentowania tych, którzy zaglądają tutaj od czasu, do czasu. c: Te krótkie wypowiedzi, przemyślenia na prawdę nam pomogą. ^^ W nich przecież wyrażacie swoje zdanie, co wam się podoba, a co nie. Mówię to na własnym przykładzie bo dzięki komentarzom jednej w blogerek zajmujących się pisaniem ff, poprawiłam nieco jakość swojego pisania. ^^ Tak więc nie bądźcie sknerusami i zostawcie komentarz. c:
~Yuki.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Chcę wrócić. Tak bardzo...
Kolejne ciosy raniły ciało chłopaka.
Ale gdzie? Gdzie tak bardzo chcę wrócić? 
Pod wpływem następnego uderzenia jego ciało zgięło się jeszcze bardziej w pół.
Przecież nawet nie mam gdzie... Wszystko co miałem tak nagle przepadło.
- Nadal ci mało szczeniaku? - niski, ostry głos napastnika przeszył jego głowę.
Hah, nawet jak będziesz się na mnie darł, to nic ci to nie da. Nie złamiesz mnie. Nie ugnę się przed tobą. Nie przed taką szują jak ty.
- Widzę, że jesteś nieugięty. - powiedział z jadem w głosie podnosząc opuszczoną głowę chłopaka ostrym ruchem. - Gorzko tego pożałujesz, smarkaczu.
- Mam imię. - odparł pewnym, ale łamiącym się głosem co wynikało z przemęczenia.
Siedział na krześle. Jego ręce skrępowane były za plecami, a stopy przywiązane do nóg siedziska. Każdy ruch chłopaka był sprawnie krępowany, natomiast był idealnym celem dla napastnika. Na białej koszuli gdzieniegdzie pojawiały się czerwone przebarwienia. Chłopak delikatnie, niezauważenie próbował wyswobodzić się z więzów. Był już w połowie drogi. Nagle wszystkie światła po kolei zaczęły gasnąć.
- Co jest do cholery? - zapytał złowrogo mężczyzna. - Jeśli to twoja sprawka, zginiesz jeszcze szybciej. - wyszedł z impetem uderzając o skrzynkę.
Ty idioto, jak niby to ma być moja sprawa, jeżeli siedzę tutaj i gapię się na twoją gębę jak ciele w malowane wrota? Jesteś jeszcze głupszy niż wyglądasz. 
Korzystając z okazji, wyswobodził się powolutku i wstał najciszej jak potrafił. Chociaż całe ciało paliło go niemiłosiernie nie wydał z siebie najmniejszego odgłosu. Przygryzł wargę, aby przez przypadek nie syknąć. 
Dzięki Chanyeol, dziękuję. 
Starał się wyjść z budynku. Plątanina ciemnych korytarzy bez końca. Starał sobie przypomnieć jak ten dureń go tutaj przyprowadził, a raczej zaciągnął.
Znacznie łatwiej byłoby, gdybym miał jakiś punkt zaczepienia. Aich, nie mogę sobie niczego przypomnieć. 
Nagle do jego nozdrzy dostał się delikatny zapach świeżego powietrza  zmieszanego z deszczem. Uśmiechnął się i ruszył w kierunku, z którego dobiegała "wolność". Na zewnątrz panowała względna ciemność. Było szaro, jak to podczas jakichkolwiek opadów. Lecz nawet bez idealnego światła zobaczył czarną furgonetkę chłopaka.
No bardziej na widoku postawić się nie dało? 
Nieoczekiwanie rozległ się strzał. Upadł na kolana. Kula utkwiła w udzie.
- Tao! - wrzasnął Chanyeol wybiegając z budynku.
Kolejny strzał. Tym razem bardziej trafny. Chanyeol wziął broń w rękę i wycelował lufę w drugie piętro budynku. Z jego "obliczeń" wynikało, że stamtąd wychodzą kule. Strzelił na oślep, ale wiedział, że trafił. Pełen bólu okrzyk rozległ się echem po placu. To nie był Tao, tylko ten dupek... Chłopak podbiegł do leżącego z sercem wyskakującym z piersi
- S-spokojnie. - wymamrotał Chan. - Wszystko b-będzie dobrze.
Aj głuptasie, wiem... Wiem, że wszystko będzie dobrze. Będzie dobrze, bo mam ciebie...Tutaj.. Teraz. Szkoda tylko, że w takich okolicznościach.
Z ust Tao wyciekła cieniutka stróżka krwi.
- W-wiem.. - wyszeptał Zitao z niemrawym uśmiechem.
Drugiemu po policzku spłynęła łza...
Ty płaczesz czy to deszcz? Chanyeol.. Nie tego cię uczyłem. Miałeś być nieugięty...
Chanyeol delikatnie wziął Tao na ręce. Wcale nie był taki ciężki. Chyba schudł. Wniósł go do furgonetki i zatrzasnął drzwi. Sięgnął pod siedzenie kierowcy i wyciągnął apteczkę.
Hah, durny... To nic nie da. Ale... Chcę żebyś to zrobił ten ostatni raz. Dotknij mnie.
Zdjął Tao koszulę i próbował opatrzyć rany. Nagle chłopak złapał Chanyeol'a za rękę.
- Boisz się? - zapytał cichutko.
- Czego? - odparł pytaniem na pytanie Chan.
Śmierci. To bez sensu. Tak bardzo chciałem wrócić do tamtego życia, żeby mieć cię na wyłączność. Tylko ciebie... Nigdy nie pragnąłem niczego więcej. Ten twój głupkowaty uśmiech był.. Jest dla mnie wszystkim. Nigdy cię nie zapomnę. Dlaczego miałbym cię zapomnieć? Przecież jeszcze się spotkamy, mały.
"Cover my eyes, cover my ears. Tell me these words are a lie. It can't be true, than I'm losing you. Sun cannot fall from the sky. Can you hear heven cry? Tears of an angel."
- Kocham cię Chanyeol.
Jego serce przestało bić. Chanyeol nadaremno próbował go ratować. Było za późno.
Będę z tobą na zawsze, Chan. Tam gdzie ty, pójdę i ja. A jak to wszystko minie, to możemy nawet zostać sąsiadami... Lub współlokatorami... Choć moje serce już nie bije, wiedz, że całe było dla ciebie. Na zawsze.